Drukuj
Odsłony: 1390

    Położył się Dyzio na łące,
    Przygląda się niebu błękitnemu
    I marzy:
    "Jaka szkoda, że te obłoczki płynące
    Nie są z waniliowego kremu...
    A te różowe -
    Że to nie lody malinowe...
    A te złociste, pierzaste -
    Że to nie stosy ciastek...
    I szkoda, że całe niebo
    Nie jest z tortu czekoladowego...
    Jaki piękny byłby wtedy świat!
    Leżałbym sobie, jak leżę,
    Na tej murawie świeżej,
    Wyciągnąłbym tylko rękę
    I jadł... i jadł... i jadł..."


Kto nie doczytał do końca, nie zasłużył na resztę. Czy pamiętacie, co czuliście, kiedy czytaliście ten wierszyk w dzieciństwie? W pogoni za receptami na skuteczne działanie i  sukces zaniedbujemy marzenia. Marzenia nie są trendy. A tak wiele im zawdzięczamy. Wszystkie -  zarówno wielkie dzieła człowieka jak i nieco mniejsze - wywodzą się z marzeń. Od Ikara przez  zmywarkę do naczyń po  Martina Luther Kinga, który wymarzył sobie, że pewnego dnia społeczeństwo nie będzie osądzało jego dzieci wedle koloru skóry, lecz wedle ich charakterów.

    Wybitny psycholog społeczny  Jac Jakubowski opowiadał mi, jak w pewnej miejscowości prowadził zajęcia z młodzieżą na temat twórczego rozwiązywania problemów. Podczas burzy mózgów zgłaszano pomysły na ożywienie miasteczka: teatr, stadion, festyny.  Ktoś zaproponował także, żeby mieszkańcy położyli się na ziemi i oddali się marzeniom. Wydawało się, że  ten pomysł uznany zostanie za  absurdalny. Jednak pod koniec dnia, ku ogólnemu zaskoczeniu,  właśnie on zyskał najwięcej zwolenników. Toteż w wyznaczonym dniu, o umówionej porze, kilkuset mieszkańców położyło się na rynku miasteczka na łóżkach dostarczonych przez burmistrza  ( dla kogo nie starczyło łóżka ten leżał na ziemi). Każdy napisał na karteczce swoje marzenie, a karteczkę przywiązał do balona. Na dany znak wszyscy wypuścili balony do nieba. Widok piękny, wrażenie niezapomniane. Nie znam bilansu efektywności. Ale przypuszczam, że  proces spełniania trwa.

Innym znów razem, Jac Jakubowski prowadził sesję  pobudzania marzeń  z samorządem miasta i gminy Połaniec. Połaniec liczy dziś około 8 tysięcy mieszkańców i leży sobie spokojnie w województwie świętokrzyskim. Jeśli jest w Polsce znany, i jeśli przysparza mieszkańcom dumy to raczej z powodu elektrowni cieplnej niż z powodu uniwersału połanieckiego. Tymczasem to właśnie Uniwersał wydany podczas insurekcji przez Tadeusza Kościuszkę 7 maja 1794  w okolicach miasta i zwany odtąd połanieckim przyznając formalnie  ograniczoną wolność osobistą chłopom pańszczyźnianym wyprzedził marzenie Martina Luther Kinga o blisko  dwa stulecia.   Uniwersał połaniecki opracowany w duchu Konstytucji 3 Maja  między innymi znosił poddaństwo osobiste chłopów, gwarantował im  ograniczoną wolność osobistą, nieusuwalność z ziemi, redukował pańszczyznę na czas powstania (o 25-50%), z obietnicą dalszych ulg po powstaniu, zawieszał wykonanie pańszczyzny chłopom powołanym do wojska. Uświadomiwszy to sobie samorządowcy połanieccy ukuli slogan:  Marzenia wyciągają Tadka z cienia.

Reklama to sztuka sprzedawania marzeń. Przeważnie są to jednak marzenia o  posiadaniu błyskotek. Tymczasem nie wszystko złoto, co się świeci. Dlatego warto raz po raz położyć się na trawie i pomarzyć po swojemu. Dziś marzę o tym, żeby w moim kraju urzędnik nie wprowadzał przepisów, które traktują wszystkich obywateli jak złodziei, ponieważ niektórzy obywatele kradną.  Wczoraj marzyłem o tym, żeby w kościołach i księgarniach były toalety. Jutro mam zamiar marzyć o niebieskich migdałach. Chyba, że znowu rzeczywistość zaskoczy mnie jakąś pilną potrzebą.  

Spełnienia wszystkich marzeń nikomu zazwyczaj nie życzę. Żyjesz, póki marzysz. Nie marzysz - nie żyjesz.

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg