Drukuj
Odsłony: 1360

Opierałem mu się dzielnie przez kilka tygodni. Udawałem, że mnie nie dotyczy. Puszczałem mimo uszu  medialną wrzawę. Unikałem publicznych wypowiedzi.  A jeśli już zmuszono mnie, bym coś powiedział,  to wyrażałem się o nim z ironią lub politowaniem.  Szczególnym powodzeniem cieszył się wśród mężczyzn, stając się przedmiotem  zawziętych dyskusji i sporów. Na każdą o nim wzmiankę w oczach kobiet pojawiał się lęk. Słyszałem też, jak straszono nim niegrzeczne dzieci.


Wreszcie uległem. Przez powszechność  postrzegania  stał się faktem.  Nawet gdyby był tylko wytworem zbiorowej  wyobraźni podsycanej przez  media, to jako zjawisko społeczne staje się rzeczywisty (perception is  reality).  W końcu jego niezaprzeczalna realność,  niczym zarys  góry lodowej  wyrastający przed dziobem  HMS Titanic,  wywołała pierwsze reakcje,  których ignorować nie sposób:  oznaki niepokoju i  ostrzeżenia, oficjalne zapewnienia o opanowaniu sytuacji i apele o zachowanie spokoju, pierwsze wybuchy histerii, okrzyki rozpaczy,  wołanie o pomoc.  Jedna po drugiej, podejmowano  ważne decyzje – indywidualne, zbiorowe i systemowe. Decyzje brzemienne w skutki  dla  dalszego biegu wydarzeń na każdym z poziomów uczestnictwa w globalnym układzie społecznej wymiany.  Spuszcza się  szalupy.  Wszyscy walczą o utrzymanie się na powierzchni. Tonącym rzuca się koła ratunkowe.   Ale nie wszyscy się utrzymają. Niektórzy od razu idą na dno. Inni będą dryfować. Jeszcze inni wypłyną na powierzchnię i złapią wiatr w żagle.


Kryzys: „Zespół okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych, wpływających na dany układ w taki sposób, iż zaczynają się i trwają w nim zmiany. Rezultatem tych zmian może być jakościowo nowy układ lub nowa struktura i funkcja w układzie istniejącym.” Czyż to nie idealna sytuacja dla prawdziwych wirtuozów perswazji,  rycerzy  marketingu, reklamy i relacji publicznych?


Każda zmiana jest kryzysem. Każdy kryzys zmianą. Od umiejętnego  zarządzania zmianą – lub, jak kto woli, kryzysem  – zależy,  czy zmiana wyjdzie na lepsze czy na gorsze.

 

A więc, oswajanie kryzysu,  komunikacja kryzysowa wewnętrzna i zewnętrzna,  kontakty z mediami w sytuacji kryzysowej, zarządzanie relacjami  z grupami konsumenckimi i  społecznościami lokalnymi narażonymi na skutki kryzysu, prognozowanie, zapobieganie eskalacji kryzysu,  opracowywanie scenariuszy antykryzysowych, tworzenie i ćwiczenie procedur  reagowania na sytuacje kryzysowe,  łagodzenie skutków – słowem: zarządzanie kryzysem. Bystra woda na młyn  niedocenianej w dobrobycie branży  PR.


Wielu przedsiębiorców w  obliczu kryzysu bezlitośnie tnie budżety reklamowe i redukuje zatrudnienie.  Słychać już doniesienia o ograniczaniu objętości periodyków ilustrowanych z powodu braku zleceń reklamowych.  Otwarcie mówi się o masowych zwolnieniach.


Kryzys towarzyszy nam od zarania dziejów.  Zawsze przegrywają z nim te przedsięwzięcia   –  i te marki –  które bronią się przez zaostrzanie relacji z rynkiem, z konsumentem i pracownikiem. Wygrywają te,  które potrafią się mądrze  zmienić  ( re-pozycjonować) nie opuszczając konsumenta w potrzebie,  dotrzymując  mu towarzystwa,  dodając otuchy i zaskarbiając wdzięczność;  które potrafią zmienić  kurs  w kierunku nowych relacji, nowych  produktów, usług i nowych miejsc pracy.
Nie te, które będą zwalniać lecz te, które zgodnie z  teorią Lejzorka Rojtszwanca, będą przyjmować.



Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg