Drukuj
Odsłony: 1344

Francuzi  mówią:  espit  d’escalier – duch schodów albo spóźniony refleks. Nie trzeba być  Francuzem, żeby  wiedzieć, że najbardziej cięte riposty przychodzą do głowy po wyjściu. Albo kiedy nas wyrzucili. Na schodach prowadzących w dół. Dlatego nie lubię ducha schodów prowadzących do wyjścia.  


Z duchem schodów prowadzących na górę  jest wręcz przeciwnie. On wszystko maluje w różowych barwach. Sprawia, że już pierwsze kroki  wywołują  radosne podniecenie. Podniecenie narasta w miarę jak każdy kolejny stopień schodów zbliża do celu.  Wyobrażamy sobie swoje wielkie wejście .  Wyobrażamy sobie, jak wywieramy  piorunujące wrażenie. Ćwiczymy w myślach  starannie przygotowane pierwsze zdanie. Oczyma wyobraźni widzimy, jak wszystkich zamuruje. Szkoda, że nie będzie wszystkich. Zwłaszcza, naszych rywali. Dopiero by ich zatkało.  Na szczęście będzie  tam  wymarzona osoba. Ta, na której nam najbardziej zależy. Im bliżej drzwi, tym ostrzej widzimy,  co będzie dalej. Kolacja przy świecach. Albo nawet bez kolacji. Od razu do rzeczy. Potem coś zjemy.


Wreszcie stajemy przed drzwiami. Teraz już tylko wystarczy zapukać.  Ale dłoń zatrzymuje się  w powietrzu.  Żeby choć o chwilę przedłużyć moment radosnego wyczekiwania. Umiejętność przedłużanie radosnego wyczekiwania to przywilej prawdziwych  mistrzów.  


Napięcie bywa też czasem  tak wielkie, że refleks może pojawić się  przedwcześnie. Przemilczmy jednak te kompromitujące przypadki.


Radosne wyczekiwanie stanowi  niezawodną  treść emocjonalną relacji międzyludzkich.


Moja Dobra Znajoma, która od kilkunastu lat mieszka na stałe w Szwajcarii,  podróżowała ostatnio służbowo pociągiem do Szczecina.  Trochę się zdziwiła, że bezpośredni pociąg pospieszny z Warszawy do Szczecina jedzie 8 godzin 38 minut. Cóż jednak robić, skoro musiała tam być  wczesnym rankiem? Pocieszałem ją popularnym warszawskim powiedzeniem z czasów wczesnej młodości: „ nie miałeś baby w Szczecinie, nie wiesz co to miłość”.  Powiedzenie zachowało  w zasadzie aktualność mimo, że  wtedy nie było  Intercity. Po powrocie do Warszawy Znajoma oświadczyła,  że podróż do Szczecina spędziła w fantastycznym towarzystwie współpasażerki Pani Kasi. Pani Kasia była dojrzałą, ekstrawertyczną blondyną o dość obfitych kształtach, które eksponowała z prawdziwą dumą i  nieodpartym wdziękiem. Przez całą drogę opowiadała fascynujące historie ze swego bogatego życia rodzinnego i towarzyskiego. Do Szczecina jechała na spotkanie z trzecim mężem, marynarzem, po czteromiesięcznej rozłące. Była w mężu zakochana miłością tak szczerą  i namiętną, że z początku wprawiła Moją Znajomą w zakłopotanie. Lody topniały jednak bez śladu, w miarę jak  Pani Kasia z prostoduszną, dziecinną otwartością relacjonowała najbardziej intymne epizody ze swego   szczęśliwego pożycia małżeńskiego.


Szczerość  radosnego oczekiwania to także niezawodne  emocjonalne źródło  skutecznego  marketingu  relacji. Bohaterka  reklamy tic-taca już od ponad czterdziestu lat powoli zbliża do ust wymarzoną pastylkę. Zamiast pożreć ją łapczywie, zatrzymuje na chwilę na wysokości warg.  Zanim delikatnie wsunie ją  do ust , na jej twarzy odmaluje się radość z powodu rozpoznania  oczekiwanego, ulubionego  smaku  - ‘mental recognition of the taste’.  Jak często  zdarza nam się doznawać podobnie radosnego napięcia?


Kto nie zna takich emocji  temu trzeba współczuć.  Nawet urodzeni  pesymiści potrafią przeżywać  autentyczną  radość oczekiwania , że się nie uda. A kto nie potrafi tej radości wywoływać,  niech się nie bierze za reklamę. Albo niech  uczy się od  Pani Kasi, która  pod koniec podróży, tuż przed stacją Szczecin Dąbie, wyznała Mojej Znajome: Tak się cieszę  na to spotkanie, że nawet majtek nie założyłam.   

Czyż nie tak właśnie się czujemy  wyruszając  na zakup  nowej, wymarzonej  kosiarki samobieżnej? 



Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg