Drukuj
Odsłony: 1351

Nic tak nie uczy pokory, jak podróże – zagaił Gospodarz, człowiek starszej daty, u którego, jak co miesiąc,  spotkaliśmy się na podwieczorku. Nie koniecznie do obcych krajów.
– To prawda – podjął Mecenas,  znajomy Gospodarza.  – Byłem ostatnio w Poznaniu. Na zjeździe rodzinnym…
– O, co za  burżuazyjna tradycja! – rzuciła zaczepnie Pani Maria, właścicielka wciąż dobrze prosperującego zakładu kosmetycznego.
– Nie burżuazyjna lecz ziemiańska. Moja Rodzina pochodzi z Wołynia  – wyjaśnił Mecenas nieco urażonym tonem
– A ile pokoleń uczestniczyło w zjeździe?  – zapytał Gospodarz.
– Cztery. Najstarszy uczestnik miał 87 lat, najmłodszy miesiąc  – odparł z dumą Mecenas.
– Ziemiaństwo: piękna tradycja – pochwalił Gospodarz.
– I cóż w tym Poznaniu? – zniecierpliwił się doktor P, znany socjolog  i zawzięty miejski singiel.
– Okazało się, że w Poznaniu, przy odbiorze samochodu z parkingu   – podjął Mecenas  z narastającym wzburzeniem –   wstęp na teren parkingu mają wyłącznie kierowcy.
– To znaczy, że  trzeba okazać prawo jazdy?
– Nie. Po prostu,  nie wpuszczają pasażerów. Muszą czekać na zewnątrz.
– Ale dlaczego?
– Bo regulamin nie zezwala.
– A przy wjeździe? – zapytał dociekliwie Gospodarz.
– Przy wjeździe nie było problemu.  Ale był inny parkingowy – wyjaśnił Mecenas.
– A ja zauważyłam, że w Poznaniu  nie ma  tabliczek z nazwami ulic – stwierdziła Pani Maria. – Tam trudno gdziekolwiek trafić za pierwszym razem.
– Też była Pani na zjeździe? – zainteresował się dokor P.
– Nie. Na konferencji kosmetologicznej – wyjaśniła z dumą.
–  Na domiar złego, w toalecie  na stacji benzynowej nie było, Pani wybaczy, pisuaru – poskarżył się jeszcze  Mecenas. – Nad miejscem, gdzie przedtem wisiał, przyklejono napis: „pisuar nieczynny” .
– Po   angielsku? – zainteresowała się Pani Maria, która właśnie zapisała się na kurs języka angielskiego.
– Nie, po polsku  – pospieszył  doktor P. – Po angielsku nie musieliby pisać.
– Przyjdzie Euro, to będą musieli nie tylko pisać po angielsku ale i mówić. Nawet w pisuarach –  zauważyła Pani Maria.
–  Sugerują Państwo, że  Poznań  to miasto niegościnne? – zapytał Gospodarz.
– Ludzie są bardzo gościnni. Ale miasto chyba mniej – powiedziała Pani Maria.
– Co kraj to obyczaj,  co miasto, to dziwactwo –  uciął sentencjonalnie Gospodarz.
– Zgadza się – zgodził się doktor P. –  Taki, na przykład , samorząd Jasła postanowił ściąć dąb posadzony podczas okupacji na cześć Hitlera. Chcą w tym miejscu zbudować rondo. Zastanawiają się jak je nazwać.
– W Jeleniej Górze usunięto genitalia posągowi jelenia, w Ustce zmniejszono lub powiększono komuś usta czy biust …  – dodał Mecesnas.
– Jak to: komuś? – zaniepokoiła się Pani Maria.
– No, chyba patronce  miasta.
– Najdalej posunęła się  jednak  rada miasta Łodzi  – powiedział   Gospodarz. – Zakazała psom szczekania .
– I łódzkie psy będą  teraz miauczeć? – zaniepokoił się Mecenas.
– Chyba wystarczy, że będą  cicho. Bo szczekanie ludziom przeszkadza – wyjaśnił Gospodarz.
– Mnie nie przeszkadza. Ale miauczenia nie znoszę – wyznał Mecenas.
– Proszę lobbować  w lokalnym samorządzie.  To się daje załatwić – poradził doktor P.
– Może w Łodzi. Albo w Warszawie. Krakowskie psy i koty się nie zastosują  – stwierdziła Pani Maria, ponieważ pochodzi  z Krakowa.
– No właśnie – przytaknął doktor P. –  Wolność i samorządność nie polega na tym, żeby ustanawiać wciąż nowe prawa.  Ważne czy i jak się z nich korzysta.
Zapadła chwila  refleksyjnego  milczenie.
– Weźmy  taki … parytet –  odważnie kontynuował  doktor P.
– Aaa! No właśnie! Weźmy! –  uradowała  się  Pani Maria.
– W konstytucji mamy  jednoznaczny zapis o równych prawach obu płci –stwierdził Mecenas tonem zasadniczym.
– To zdecydowanie za mało! – zaprotestowała  Pani Maria.
– No właśnie – przyznał doktor P.  – Ustawa to chyba za mało, żeby psy przestały szczekać..
– Nawet zasadnicza? – uśmiechnął sie Gospodarz , zwracając się do Mecenasa.
– Nawet zasadnicza  – potwierdził  Mecenas, kiwając głową.



Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg