Drukuj
Odsłony: 1597

Tym razem, podczas podwieczorku Mecenas z Panią Marią sprzeczali się wdzięcznie na temat parytetu płci.  Przeczuwając,  że niewinne z pozoru przekomarzanie może rozwinąć się w poważną kłótnię, Gospodarz spróbował odwrócić ich uwagę:– Wasza rozmowa  przypomina mi spór na temat dystrybucji dotacji unijnych.  
Student zareagował . Jego zdaniem, nie ma sensu  budowanie fabryk w Polsce Wschodniej  , bo tam się żaden przemysł i tak nie rozwinie. Trzeba zostawić mieszkańcom tych regionów wolną rękę. Niech sami decydują, czym się chcą zajmować.


Pani Maria oburzyła się:

–Takie myślenie jest  niesprawiedliwe. Należy wspierać słabszych  i zrównywać szanse.  Po to przecież zapisaliśmy się do Unii.

Mecenas zauważył,  iż faktem jest, że  dopłaty dla właścicieli ziemi  nieuprawianej z powodu występowania na niej krzaków zagrożonych wyginięciem (które rolnik polski uznawał dotąd  za chwasty) mogą u osób ponad przeciętnie wrażliwych  budzić pewien niepokój moralny.

 – Mój dobry Znajomy – ciągnął Mecenas – nabył w celach rekreacyjnych kilka hektarów ziemi na Mazurach wraz z  prawem do kilkutysięcznej corocznej dopłaty za powstrzymanie się od karczowania kępy takich krzaczków.

– Których i tak by pewnie nie karczował – dodał Student.
– A  jego sąsiad, autochton –  kontynuował Mecenas – który od zawsze mieszkał z żoną w sfatygowanej poniemieckiej chałupie i przez cały rok chodził w gumiakach i  waciaku …
– Uniwersalne ubranie robocze – skomentował Student.
– Głównie zresztą siedział  na przyzbie i naprawiał bronę drutem. I dostał za nicnierobienie kilkanaście tysięcy.
– Bo miał więcej tych krzaków? – upewnił się Student.
– Tak, znacznie więcej – potwierdził Mecenas. – I pod wpływem dotacji zmienił diametralnie obyczaje. Nie naprawia już brony drutem w gumiakach i waciaku na przyzbie. Lecz w izbie,  przed telewizorem plazmowym o przekątnej 65 cali.
– No i dobrze. Zasłużył sobie na to ciężka pracą przez całe życie – powiedziała  Pani Maria.
– No, może nie całe, bo to był autochton w średnim wieku. Często pijący.  –  wyjaśnił Mecenas.
– I bronę naprawiający – uzupełnił Student.
– No właśnie – Gospodarz spróbował ponownie zmienić temat  konwersacji.  – Być może  rośnie nam pokolenie, które przyzwyczaja się do korzystania z  infrastruktury i kapitału ludzkiego, za darmo, bez żadnych zobowiązań, nie mówiąc o poczuciu wdzięczności. I w dodatku wolno grymasić. Czy, kiedy  skończą się dotacje, będą umieli albo będzie im się chciało  wziąć się do roboty? Żeby to wszystko utrzymać?  
– Wygląda na to, że  w narodowych strategiach wdrażania  funduszy unijnych nie przewidziano  takich subtelnych konsekwencji – zauważył Mecenas.
– Unii zależy na zrównaniu szans – wymądrzał się Student. – Państwa Wspólnoty  nie chcą, żeby ubodzy sąsiedzi  zabierali miejsca  pracy  ich obywatelom,  najmując się na budowie  lub do sprzątania mieszkań za pół dniówki.
–  Jak dziś u nas  Ukraińcy – uzupełniła Pani Maria. – A my,  w każdym razie niektórzy z nas – spojrzała znacząco po obecnych ale nie zatrzymała wzroku   na żadnym z obecnych – czujemy się i zachowujemy się jak paniska. Chociaż  infrastrukturę  mamy przecież nie za swoje.
– Ja też wolałbym – zgodził się Gospodarz – żebyśmy nauczyli się wdzięczności dla krewniaków  z zagranicy , których podatki zasilają nasze inwestycje.
– I żeby nikt nikogo nie  musiał traktować  jak tego  siostrzeńca ze wsi – Mecenas miał zawsze w zanadrzu jakieś błyskotliwe studium przypadku,  –  który jechał do Warszawy, żeby wyremontować wujkowi  mieszkanie. Wszyscy krewni z  wioski  zrzuci li  się, żeby kupić chłopakowi  nowy garnitur. Niech w stolicy wygląda  jak człowiek. Na widok siostrzeńca wujek bardzo się ucieszył: „O, to rozumiem”, powiedział z uznaniem. „Od razu do roboty ubrany!”
– Kobiecie  by tak nie powiedział – zauważyła Pani Maria.
– Bo kobieta  nie remontowałaby  mu mieszkania – odparował Student.



Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg