Wyznał mi kiedyś Dobry Znajomy, że  czasem w nocy nie może spać, bo rozmyśla nad tym, co zrobił nie tak jak trzeba. I wtedy często słyszy głos: - Na to nie wystarczy jedna noc.
Czy cierpią na bezsenność pracownicy dwóch polskich banków - PKO SA i PKO BP – z siedzibą w centrum Warszawy - którzy odmówili swojemu klientowi możliwości skorzystania z toalety?  Najbliższa publiczna toaleta znajduje się w przejściu podziemnym przy pobliskiej stacji metra – poinformował  swego klienta jeden z banków. Klientem był    starszy pan, który po godzinnym załatwianiu spraw w obu sąsiadujących ze sobą  instytucjach, poczuł pilną konieczność załatwienia potrzeby fizjologicznej. Odesłany z kwitkiem, zwrócił się w tej sprawie do drugiego banku. Tam usłyszał, że bank nie prowadzi  toalety publicznej, gdyż  do jego obowiązków należy zapewnienie prawidłowej obsługi klientów w zakresie prowadzonych rachunków, a nie obsługi stałego dostępu do toalety.


Taki punkt widzenia wydaje się sprzeczny nie tylko  z zasadami współżycia społecznego, przepisami sanepidu i prawa budowlanego, ale także z podstawowymi zasadami marketingu. Gdyby go przyjąć,  można by śmiało założyć, że prawidłowość  obsługi klientów w zakresie prowadzonych rachunków w ogóle nie wymaga obecności klientów. Nie ma więc powodu, by wpuszczać ich do siedziby banku.

Powstaje wprawdzie pytanie, ile pieniędzy – z oszczędności swoich klientów - wydały oba banki na bezowocne szkolenie pracowników, którzy podejmowali opisane decyzje i wydawali cytowane oświadczenia. Można też zapytać, ile zaoszczędziły banki na likwidacji publicznych toalet w swojej siedzibie w centrum Warszawy, przyszłej europejskiej stolicy kultury?  Można, zwłaszcza jeśli się jest  klientem któregokolwiek  z tych banków, zastanawiać się, czy w razie czego zdążylibyśmy do przejścia podziemnego przy najbliższej stacji metra.

Tymczasem jednak, pomińmy milczeniem pełnym obywatelskiej godności finał tego przykrego zdarzenia.  Tym bardziej, że  rzeczywisty finał znajdzie ono w sądzie. Dzielny Starszy Pan pozwał bowiem oba banki, żądając przeprosin za straty moralne i kompensacji za straty materialne. Obie rozprawy będzie  obserwować Helsińska Fundacja Praw Człowieka.  Mamy więc kolejny powód do europejskiej dumy.


W tej sytuacji naprawdę nie wypada skarżyć się, że przedstawiciel banku dzwoni do posiadacza funduszu inwestycyjnego z pytaniem, kiedy wpłaci kolejną składkę, a kiedy klient  przeprasza i tłumaczy się, że właśnie dzisiaj wpłacił,  bankowiec mówi:  - No, mam nadzieję.

Wobec powszechnego ubolewania nad tym, że po dwóch dekadach nie potrafimy rozważnie korzystać z odzyskanej wolności warto przypomnieć, że zanim Mojżesz przeprowadził Żydów przez Morze Czerwone,  przez  lat 40 wodził ich po pustyni, czekając cierpliwie   aż wymrze pokolenie niewolników, które opóźniało marsz ku Ziemi Obiecanej.


Że jesteśmy wodzeni po pustyni, to widać.
Ale kto nas wodzi i kto miałby wymrzeć?



Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg, luty 2011