Drukuj
Odsłony: 1126

W kwietniu, 134 lata termu, w rodzinie ubogiego szewca ze Zlina na Morawach urodził się Tomas Bata, czeski przemysłowiec, twórca znanej na całym świecie marki obuwniczej. Wszyscy znają markę Bata. O jej założycielu wiadomo jednak o wiele mniej niż na to zasługuje. Tomas Bata, który kochał latać, zginął w kwiecie wieku (56 lat) w katastrofie lotniczej. Jego własny samolot rozbił się w gęstej mgle o komin jego własnej fabryki butów w Zlinie.
Bata
Tomasowi Bata zawdzięczamy przypowieść marketingową o przedstawicielach handlowych wysłanych do Afryki, z których jeden raportował, że Afryka nie jest obiecującym rynkiem, bo tu nikt nie nosi butów ( Profesor Zygmunt Bauman twierdzi, że ten przedstawiciel był Polakiem) drugi zaś ( z pewnością Czech) pisał, że to świetny rynek, bo wszyscy chodzą boso. Mało kto jednak wie, że to Bata, kiedy w odziedziczonym po ojcu warsztacie nie stać go było na zakup skór, wymyślił buty płócienne na skórzanej podeszwie. Za ciężko oszczędzone pieniądze wyjechał wraz z trzema współpracownikami do zagłębia butów w Massachusetts. Każdy z nich podjął tam pracę w innym zakładzie obuwniczym.

Spotykali się co tydzień w barze i wymieniali doświadczenia na temat technologii i metod pracy stosowanych przez swoich pracodawców. Zauważyli na przykład, że Amerykanie nie mierzą czasu pracy na dni lecz na minuty i sekundy. Po powrocie do Zlina Tomas umieścił na ścianie zakładu wielki napis: Dzień ma 86 400 sekund. Dowiedziawszy się wkrótce, że Ford ruszył z produkcją taśmową, Bata napisał na murze swojej fabryczki (która zatrudniała już wtedy sześciuset pracowników): Ludzie - myśleć, maszyny - harować.
Na wieść o wybuchu pierwszej wojny światowej natychmiast pojechał do Wiednia, gdzie załatwił zamówienie na pół miliona par butów dla wojska. Do jego wykonania zatrudnił setki mężczyzn z okolicy, ratując ich przed odesłaniem na front. Firmie zapewnił rozkwit. Po wojnie w każdej morawskiej wsi istniała filia Baty, a kraj oplatała gęsta sieć warsztatów naprawy butów.


Bata kalkulował prosto: na świecie żyją dwa miliardy ludzi, roczna światowa produkcja butów wynosi dziewięćset milionów, człowiek potrzebuje co najmniej dwóch par butów rocznie, więc co roku na rynku jest miejsce co najmniej na miliard par butów.


Podczas powojennego kryzysu, kiedy ludziom brakowało pieniędzy na zakup towarów Bata jako pierwszy obniżył ceny butów o połowę. W kilka miesięcy oczyścił magazyny ze wszystkich zalegających zapasów. Nikogo przy tym nie zwolnił lecz obniżył wynagrodzenia o 40% i otworzył tanie spożywcze sklepy zakładowe. Wkrótce siła nabywcza korony wzrosła trzykrotnie. Dlatego rok później Bata zatrudnił blisko dwa tysiące nowych pracowników. Domy z czerwonej cegły, które dla nich budował, stanowią do dziś modelowy przykład przemysłowej zabudowy funkcjonalistycznej. Założył też w Zlinie Szkołę Młodych Mężczyzn. Uczniowie pracowali osiem godzin dziennie w fabryce, finansując swoje ubranie, codzienne wyżywienie, internat i cztery godziny nauki. Resztę zarobionych pieniędzy odkładano na osobiste konto ucznia. Nazywano ich batamanami. Gdy po odbyciu służby wojskowej absolwent wracał do Baty miał na koncie sto tysięcy koron. W zakładach Bata pracowano osiem godzin, od siódmej rano do siedemnastej z dwugodzinną przerwą w południe. Nie wolno było pić alkoholu. Zalecano mleko. Bata odradzał także czytanie rosyjskich powieści. Na murze zakładu widniał napis: Rosyjskie powieści zabijają radość życia.


Tomas zapisał fabrykę młodszemu bratu Janowi. Z Jana był okrutny megaloman ale z powodzeniem kontynuował dzieło brata aż do śmierci . Miał gabinet w oszklonej windzie, która przemieszczała się z piętra na piętro wieżowca Bata w Zlinie, najwyższego w Republice Czeskiej. Był bliski Pokojowej Nagrody Nobla za złożoną w roku 1938 propozycję przeniesienia Czech do Patagonii.


Nie jest grzechem być Czechem. Wiosenne wspomnienie o niezwykłym czeskim przemysłowcu dedykuję wszystkim, którzy w interesach cenią wyobraźnię twórczą. Życzę im, by idąc za radą Mae Jemiston - która ponad pół wieku później (1992), jako pierwsza kosmonautka afro amerykańska dzieliła pasję Tomasa do awiacji - nigdy nie poddawali się ograniczonej wyobraźni innych i nigdy nie ograniczali innych własną wyobraźnią.


Ponieważ szczególną sympatię do Tomasa Bata zawdzięczam Mariuszowi Szczygłowi, autorowi doskonałego zbioru reportaży pt. Gotland, z przyjemnością przekazuję mu moje honorarium za ten felieton.

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg, kwiecień 2011