Drukuj
Odsłony: 1398

Mój Bliski Znajomy, nazwijmy go dla niepoznaki Jerzym, szedł kiedyś do oddziału swojego banku w centrum Warszawy. Szedł w dobrym nastroju z powodu  słonecznej, październikowej pogody oraz dlatego, że akurat poszczęściło mu się w interesach.
Miał właśnie zamiar wpłacić pokaźną kwotę na swoje prywatne konto.  Na zalanym słońcem placu przed bankiem było prawie pusto. Dlatego zauważył kobietę, która  zmierzała w jego kierunku. Ubrana z powściągliwą  elegancją – popielaty, wcięty w talii  żakiet, krótka spódnica, buty na wysokim obcasie – była atrakcyjną blondynką w średnim wieku.  Podeszła bliżej i zdjęła okulary przeciwsłoneczne. Zatrzymała się przed nim i spojrzała mu prosto w  oczy.


– Bardzo pana przepraszam – powiedziała z miłym uśmiechem. - Czy  mógłby mi Pan pożyczyć sto złotych?

Jerzy zesztywniał.
 
– Zapewniam Pana –  wyjaśniła  nadal uśmiechając się, zupełnie bez skrępowania  –
że nie jest mi łatwo o to prosić. Robię to po raz pierwszy, ponieważ  … znalazłam się nagle w bardzo kłopotliwej sytuacji osobistej. Teraz chciałabym wrócić do domu, ale  nie mam na taksówkę. Mieszkam w Konstancinie.

- Ja też! – ucieszył się Jerzy gwałtownie, bo od niedawna rzeczywiście mieszkał w modnym podwarszawskim Konstancinie i wciąż był z tego dumny.  Już bez wahania sięgnął po portfel, wyłuskał z niego  banknot stuzłotowy i wręczył go kobiecie. – Jest Pani pewna, że to wystarczy?

- Z pewnością wystarczy  – zapewniła, wkładając z powrotem ciemne okulary. – Bardzo Panu dziękuję. Uratował mi Pan życie.

Odwróciła się i odeszła, stukając wysokimi obcasami.  Jerzy odprowadzał ją wzrokiem.  Zastanawiał się, czy przypadkiem jej nie zna. Nie znalazłszy jednak punktu zaczepienia  udał się do banku. ‘Każdemu może się przytrafić taka przygoda’, pomyślał życzliwie, zadowolony ze swojego samarytańskiego uczynku.

Wpłacając gotówkę przypomniał sobie, że październik był kiedyś miesiącem oszczędzania. W całym kraju trwała kampania na rzecz oszczędności. Na ulicach, w zakładach pracy,  a nawet w szkołach, gdzie prawie wszyscy uczniowie posiadali książeczki SKO – Szkolnej Kasy Oszczędnośc.  Wywieszano hasła i organizowano  konkursy z nagrodami oraz akademie z występami.  Jerzy lubił deklamować wiersze więc zgłaszał się na ochotnika do występów podczas tych propagandowych apeli. Tymczasem dzisiaj, niestety, częściej  zachęca się  ludzi do wydawania niż do oszczędzania. W radiu mówili, że Polacy są zadłużeni na ponad 32,5 mld zł i dług cały czas rośnie. Rekordzista, mieszkaniec  województwa  mazowieckiego,  ma podobno dług przekraczający 94 mln zł.

W drodze do domu Jerzy cieszył się, że to nie on. Wkrótce zapomniał o  spotkaniu przed bankiem.

 
Kilka miesięcy później znowu udawał się do banku. Tym razem  w celu odwrotnym:  żeby wypłacić pokaźną kwotę ze swego konta.  Jakież było jego zdziwienie, kiedy na placu, na którym hulał chłodny , zimowy wiatr, zobaczył tę samą kobietę. Była ubrana w elegancki, wcięty w talii płaszcz  i buty na wysokim obcasie. Poznała go od razu  i też zdziwiła się na jego widok.
 
– Pewnie Pan nie uwierzy  – zaczęła , uśmiechając się,  jak zwykle, bez skrępowania – ale wtedy rzeczywiście zrobiłam to po raz pierwszy. Dzięki panu uwierzyłam, że to  niezły pomysł na życie. No to jak? Da mi pan te sto złotych, czy mam powtórzyć, że  znalazłam się w kłopotliwej sytuacji osobistej?
 
Jerzy wahał się tylko przez chwilę. Wyjął banknot z portfela i wręczył jej bez słowa. Nie zapytał, czy to wystarczy.

Dlaczego?  Może wyznaje dewizę Andrew Carnegie (tego od Carnegie Hall), że człowiek, który umiera bogaty umiera w hańbie.


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg