Drukuj
Odsłony: 1386

Co miesiąc, jak każdy felietonista, staję przed pytaniem, o czym pisać tym razem. Nawet jeśli mam jakiś super temat, zwlekam  do ostatniej chwili, bo a nuż zdarzy się coś ważniejszego i ciekawszego, co Czytelnika przygwoździ.

I najczęściej  się zdarza. Ale zaraz po oddaniu do druku. Więc ważniejsze musiałoby czekać cały miesiąc na kolejny felieton. A za miesiąc, wiadomo: staje się nieważne albo nieciekawe. Wypada z kolejki, w której ustawiło się już pełno nowych spraw, bo przecież wciąż się coś dzieje. Sprawy czekają z nadzieją, że wejdą. Chociaż wiadomo, że jeśli w ostatniej chwili pojawi się jakiś ważniak, to bez skrupułów się przed nie wepchnie.

Dzisiaj akurat ważniaka jeszcze nie ma, chociaż ostatnia chwila tuż-tuż. Wybory za nami, opadł kurz bitewny, kryzys światowy rozwija się miarowo. Postanowiłem więc dać szansę zwyczajnym kolejkowiczom. Tłoczą się, przestępując z nogi na nogę, próbują zwrócić na siebie uwagę, podnoszą ręce do góry, pokrzykują, przyciągają wzrokiem. A pierwsza w kolejce - nie, słuch mnie nie myli - była Pani Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska! Właśnie  reklamuje w radiu jakiś parafarmaceutyk. Jak Eleonora Roosevelt, która blisko sto lat temu, jako Pierwsza Dama reklamowała margarynę. I wszyscy zapamiętali Prezydentową, mało kto  nazwę margaryny. Podobnie jak u nas. W konkurencji z Panią Kwaśniewską specyfik na szczęście przegrywa.  Zresztą nie podałbym jego nazwy nawet gdybym zapamiętał. Przepraszam Panią Prezydentową za porównanie, ale do myszy nie strzela się  z armat.

Jedni uczą się z książek, inni na błędach. Jeszcze inni nie uczą się wcale. Jak ten  następny w kolejce: w radiowej reklamie suplementu diety bezradny  ojciec wydzwania do żony lekarki z wiadomością, że Adaś ma biegunkę. Wydzwania tak co rano od ponad miesiąca. Pomijam pogardliwym milczeniem przebiegłość agencji, która zakamuflowała w reklamie lekarkę. Bo  to chyba kiepska lekarka. Natomiast bardzo współczuję Adasiowi. Ponad miesięczna biegunka dziecka świadczy o tym, że należy nie tylko natychmiast  odstawić substytut ale także  zmienić lekarza. Ale jak tu zmienić mamusię? Może zainteresuje się tym rzecznik praw dziecka? Może przy okazji zwróci uwagę na  barbarzyńskie praktyki nadużywania dzieci w reklamie.
Skoro już jesteśmy w aptece, to natknąłem się na interesujący artykuł rodaka, który po dłuższej nieobecności powrócił z zagranicy. Z przerażeniem zauważył, że gdyby miał wyrobić sobie zdanie na temat Polski na podstawie reklam, na co często bywają skazani cudzoziemscy goście, to doszedłby do wniosku, że to kraj trapiony szerzącymi się na niespotykaną skalę plagami łupieżu, łuszczących się pięt, niestrawności oraz – co szczególnie przykre - podrażnień okolic intymnych. My wiemy, że to nieprawda. Chociaż…   

W obliczu światowego kryzysu gospodarczego mam coraz poważniejsze zastrzeżenia do tezy, że analitycy gospodarczy mają taki sam wpływ na rozwój gospodarki jak meteorolodzy na pogodę. To skąd te paniki giełdowe? W marketingu, reklamie i mediach jest podobnie. Zważywszy siłę ich rażenia, wpływ na świadomość i wybory konsumenckie oraz zapalczywość w  kreowaniu potrzeb niepokoję się niskim poczuciem odpowiedzialności społecznej wśród entuzjastów tej, w gruncie rzeczy, ulicznej sztuki. Neuromarketing czy marketing zapachowy  brzmią zrazu śmiesznie i niewinnie. Dopóki nie wpadną w łapy fachowców typu Tymochowicza. Który, jak widać, złamał obietnicę i nie zagrzał miejsca w Azerbejdżanie. Chętnie rozwinąłbym ten kuszący wątek i parę innych ale nim się obejrzałem, mój czas się skończył. Dalszych kolejkowiczów musimy, jak zwykle, przenieść na następny miesiąc. Bez gwarancji, a nawet z niewielką nadzieją, że zostaną obsłużeni. Bo, jak widać,  wciąż coś się dzieje, nawet jak nie dzieje się nic przygważdżającego.

 
Brief listopad  2011
Gwoździem w mózg
Leszek Stafiej


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg