Drukuj
Odsłony: 1463

Oto przypadek, który można nazwać generycznym: kolega Znajomego kupił nowe mieszkanie.  Był właśnie po rozwodzie, więc mieszkanie było mniejsze niż poprzednie. Dlatego w ramach zagospodarowywania wolnej przestrzeni  postanowił nad drzwiami wejściowymi zrobić pawlacz (czyli schowek pod sufitem).

Tak się składa, że szwagier Znajomego prowadził firmę stolarską wykonującą zabudowy mieszkań.  Naturalną koleją rzeczy, znajomy polecił więc szwagra koledze. Ot, koleżeńska przysługa. Kolega chętnie przyjął rekomendację, ciesząc się, że nie musi szukać wykonawcy po omacku.

Tam, gdzie to możliwe, staramy się bowiem unikać mozolnej i kłopotliwej procedury przetargowej. Wolimy opierać się na rekomendacjach osób zaufanych. Wprawiamy w ten sposób płynnie w ruch społecznie pożyteczny proces rynkowej wymiany towarów i świadczeń oparty na zasadzie wzajemności. Taka wymiana sprawia, że jej uczestnicy zaspokajają swoje potrzeby materialne i emocjonalne oraz, co nie jest bez znaczenia, także potrzeby społeczne. Tak, jak to miało miejsce w odniesieniu do Znajomego, który wprawdzie nie wynosił z wymiany żadnej korzyści materialnej, mógł jednak w zamian za rekomendację liczyć zasadnie na wdzięczność każdej z zaangażowanych stron. Nie mówiąc już o dodatkowym bonusie w postaci własnego poczucia altruizmu (podszytego, jak wiemy, egoizmem, ale to już inna historia). Warunkiem pomyślności takiej wymiany rynkowej jest zadowolenie wszystkich uczestników wynikające ze sprawnego przebiegu procesu oraz nie budząca zastrzeżeń jakość wymienianych usług.

 
Szwagier zbudował pawlacz. Po kilku dniach okazało się jednak, że konstrukcja nie wytrzymała obciążenia. Pawlacz najpierw osiadł tak, że nie można było otworzyć drzwi wejściowych. A po korekcie zawalił się, o mało nie przygniatając właściciela.
 
Do kogo w pierwszej kolejności zgłosił pretensję kolega, niefortunny nowonabywca pawlacza? Oczywiście, do Znajomego. Jak zareagował Znajomy? Rzecz jasna, bronił szwagra jak lew. Bronił z uporem godnym lepszej sprawy, bo aż tak bardzo za szwagrem nie przepadał. Rozmowa z kolegą zakończyła się gwałtownie, a wraz z nią, koleżeństwo. Znajomy natychmiast zadzwonił do siostry, żony szwagra, żeby – nie przebierając w słowach – wyrazić oburzenie niesolidnością szwagra. Siostra obraziła się na brata. A potem, rzecz jasna, wdała się w sprzeczkę z mężem, która o mało nie zakończyła się tragicznie. Do bezpośredniej wymiany poglądów między Znajomym a szwagrem tym razem na szczęście nie doszło.
 
Bilans transakcji okazał się zatem tragiczny. Wszyscy na niej stracili. A najwięcej stracił Znajomy, który chciał dobrze dla wszystkich. I to jest właśnie paradoks pawlacza, czyli słynny Pavlatch paradox. Jaki stąd wniosek? Co najmniej taki, że trzeba uważać na pawlacze umieszczone nad drzwiami.
 
 
Brief grudzień 2011
Gwoździem w mózg
Leszek Stafiej 


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg