Drukuj
Odsłony: 1606

To diagnoza bardzo smutna. Chciałbym z nią polemizować, ale nie mogę, bo takie są fakty.” – że zacytuję współczesnego klasyka (za tygodnikiem Polityka nr 11/2850).

Diagnozę postawił Mój Dobry Znajomy, który stwierdził, że reklama jest prostacka , wulgarna, głupia, brzydka, obraźliwa i szkodliwa. A do tego wszechobecna i agresywna. I że ma jej dość. Kiedyś tłumaczyłem sobie i jej licznym przeciwnikom, że reklama jest jak ludzie: na ogół jest zwyczajna, pewien procent wyróżnia się spośród ogółu a tylko niewielka część jest wybitna. Gdybym jednak dzisiaj użył tego argumentu, musiałbym zgodzić się z twierdzeniem, że nasz świat składa się głównie z idiotów. Dlatego bardzo proszę przyszłe pokolenia, żeby jednak nie oceniały nas na podstawie reklamy, jaka po nas została.


Wygląda na to, że reklama cierpi dziś na jakąś bolesną atrofię formy i treści. Dolegliwość ta dotyka wszystkie media bez wyjątku, bez względu na format, technologię, zasięg i częstotliwość. Koncepty obrażają płytkością, slogany zjadają własne ogony, ikonografia sięga dna, a media coraz częściej planowane są chałupniczo, jakby siedli do nich zredukowani pracownicy kotłowni. Billboard, niegdyś szlachetny nośnik królewskiej zwięzłości, jest przegadany i nieczytelny. Stabloidyzowany internet żeruje na najniższych instynktach jak mucha na kale. Telewizja się powtarza , a radio swoją niegdyś rozbrajająco romantyczną kopciuszkowatość oddało w pacht rozwrzeszczanym przyrodnim siostrom z paramedycyny. Treści pokus, które nas atakują w domu i poza domem, zdają się świadczyć, że zaspokoiliśmy już potrzeby wyższe i wróciliśmy do podstawowych. No bo przecież chyba nie może być odwrotnie po dwóch dekadach gospodarczego wzrostu?

Gdyby jednak, mimo moich gorących apeli, któremuś z naszych potomków wpadło kiedyś do głowy gmeranie w śmietnikach reklamowych w poszukiwaniu naszych dzisiejszych tęsknot , to z pewnością nieźle by się przeraził. Odkryłby bowiem godną współczucia społeczność drugiej dekady XXI wieku złożoną głównie ze schorowanych ludzi w średnim lub podeszłym wieku, którzy cierpią na liczne dolegliwości znacznie bardziej dojmujące niż atrofia reklamy. Z samych tylko reklam radiowych wynikałoby, że ludzie ci zmagali się przede wszystkim z uciążliwymi procesami starzenia, z żylakami, zwłaszcza z hemoroidami, z prostatą, niedrożnymi drogami moczowymi, z tyciem i odchudzaniem, z bezustannym podrażnieniem miejsc intymnych, krwawiącymi dziąsłami czy impotencją. Szczególnie przykre musiało być przebywanie w większej zbiorowości, gdzie co druga kobieta i co czwarty mężczyzna cierpieli na zaparcia i wzdęcia. Rzecz jasna, farmaceuci mieli na te wszystkie plagi skuteczne recepty, które z zapałem reklamowali, jak choćby „erekcja na zawołanie” (ciekawe, dlaczego żadne stowarzyszenie na rzecz seksualnego równouprawnienia mężczyzn nie protestuje przeciwko tak ordynarnie seksistowskiemu sloganowi), czy „regularne wypróżnienie w proszku lub w kapsułkach”(tu mogłem coś przekręcić, bo nie dosłyszałem, gdyż za daleko stałem). Sądząc po irytującej nieporadności koncepcyjnej i językowej, teksty tych reklam aptekarze pisali zapewne osobiście. Czasem nawet sami w tych reklamach występowali. (Jak, na przykład, ta pani magister, która doprowadza mnie do pasji codziennym porannym śpiewaniem: ” MGD6, to jest to! MGD6 już na zawsze!„)

Nie twierdzę, że taka perswazja nie działa. Mam jednak nadzieję, że tylko na niektórych i na krótko. A jeśli ktoś chciałby mi zarzucić, że zajmuję się skutkami nie wnikając w przyczyny, to niech sobie daruje, bo ja nie wnikam, gdyż w reklamie nie liczą się przyczyny lecz skutki. Przyczynami mogą zajmować się ci, którzy reklamy tworzą i emitują. I niech zajmą się szybko, ponieważ im dłużej jedna pani krzyczy w radiu, że ma dość, tym więcej moich znajomych przyznaje jej rację. Ostatnio przyznała ją nawet pewna nieznajoma.
 
Leszek Stafiej
Brief - gwoździem w mózg - kwiecień 2012


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg