Drukuj
Odsłony: 2011

Byłem ostatnio u fryzjera. Siedząc na fotelu w stanie zawieszenia motorycznego, żeby nie zasnąć oddałem się rozmyślaniom. I przyszło mi do głowy, że strzyżenie jest jak marketing.

Po pierwsze dlatego, że wizyta u fryzjera należy do kategorii kontaktów osobistych i intymnych. Marketing też. Fryzjer ( czytaj: marketer) poddaje klienta starannemu badaniu: przygląda się, dotyka – w sposób, na jaki pozwalam tylko wybranym - obraca na wszystkie strony, po czym pyta „jak ma być?”. Następnie zadaje różne dodatkowe, bardziej osobiste pytania, typu „a brewki wyrównać?”, „w nosku włoski wyciąć?”, „ uszka wygolić?”. W końcu stawia diagnozę i przystępuje do zabiegu, jak chirurg, z zastosowaniem narzędzi: maszynka (piła), nożyczki i brzytwa - groźna jak skalpel. Fryzjer, jego narzędzia i otoczenie muszą być czyste. Dlatego fryzjer operuje w białym fartuchu, a obszar operacyjny zabezpieczony jest białym płótnem. Operacja odbywa się przecież na żywym organizmie i polega, było nie było, na amputacji części mojego ciała. Głównie włosów, w których nie ma wprawdzie czucia, ale nawet najlepszemu fryzjerowi zdarzy się czasem jakieś zacięcie, skaleczenie, czy nawet obcięcie ucha (widziałem w reklamie). Jak to mówią: fryzjer strzyże i goli, a strzyżenie czasem boli. Na przykład, Miasto Kraków nim zdążyło na dobre zabiegać o tytuł gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich 2022, już dało się boleśnie ogolić.
Wszystko, co pozwalam fryzjerowi robić ze sobą służy osiągnięciu pożądanych celów marketingowych. Zabieg nie tylko odsłania i ujawnia moją ukrytą pod zarostem twarz i zdeformowaną głowę. Dobry fryzjer starannie formuje mój wizerunek, zręcznie ukrywając ewentualne niedoskonałości, by uwydatnić i ukazać światu moją szlachetną unikatowość.

Niektórzy ze starszych Czytelników mogą mi wytknąć, jeśli jeszcze żyją, że kiedyś już napisałem felieton o fryzjerze. Pamiętam, pamiętam. Ale z fryzjerem jak z marketingiem: nie wystarczy ostrzyc się raz. Trzeba strzyc się regularnie.

Pamiętać też warto, że jeden fryzjer strzyże szybko i byle jak, a inny przykłada sie i certoli ale efekt okazuje się opłakany. Jeszcze inny eksperymentuje. Człowiek wychodzi na miasto i robi z siebie pośmiewisko. Niby włosy odrosną ale wstyd i niesmak zostaje. Dlatego fryzjera trzeba dobierać rozważnie. Bardziej stosownie do potrzeb niż do możliwości. Inaczej na pierwszą randkę, inaczej na co dzień, inaczej do telewizji. ( Nie wypowiadam się tu wprawdzie na temat fryzjerstwa damskiego, na którym się nie znam i które technicznie jest z pewnością znacznie bardziej skomplikowane. Jednak z moich wieloletnich obserwacji wynika, że w warstwie emocjonalnej podobieństw jest więcej, niż się zdaje, zaś analogii marketingowych, bez liku). Wyboru salonu fryzjerskiego ( czytaj: doradcy marketingowego, agencji reklamowej lub studia graficznego) nie powinna determinować cena, wygoda, znajomość ani pośpiech. Zdarzyło mi się w pilnej potrzebie zajść do najbliższego lokalnego zakładu, gdzie posadzono mnie na krzywym fotelu. A kiedy nieśmiało zwróciłem uwagę na ten mankament fryzjer zapewnił mnie, znacząco ostrząc brzytwę, że o tym wie i bierze na to poprawkę. Wyszedłem z opresji cały ale do dziś omijam ten zakład szerokim łukiem. Innym znów razem trafił mi się fryzjer, który, zanim się obejrzałem, ogolił mi głowę do gołej skóry. Ponieważ noszę okulary, które przy strzyżeniu muszę zdejmować, nie widzę efektu w lustrze dopóki ich ponownie nie założę. A wówczas zazwyczaj jest już za późno. Tak czy owak, najlepiej kierować się renomą, doświadczeniem, wrażliwością, zaufaniem i indywidualnym podejściem do klienta. Bo nawet jeśli wszyscy jesteśmy do siebie podobni i wszyscy ulegamy modzie, to każdy z nas ma kogoś, dla kogo jest wyjątkowy i niepowtarzalny. W najgorszym wypadku – siebie samego.

Gdy wracając do domu skąpaną w wiosennym słońcu ulicą podziwiałem się dyskretnie w mijanych witrynach, poczułem nagły niepokój: czy aby moje porównanie marketingu do strzyżenia nie jest zbyt śmiałe. I wtedy z pomocą pospieszył mi Peter Drucker, który, jak pamiętamy, zapewniał, że marketing jest wszystkim, a wszystko jest marketingiem. Jak wszystko, to wszystko. Strzyżenie też.

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg