Drukuj
Odsłony: 1784

Jak powszechnie wiadomo, większość   zjawisk, które nas otaczają wygląda w rzeczywistości inaczej niż nam się wydaje. Wystarczy, na przykład, skonfrontować z opinią publiczną własne wyobrażenie o sobie samym. Podobnie jest ze zdarzeniami publicznymi, zwłaszcza tymi, bez względu na to czy uczestniczymy w nich czynnie czy jako obserwatorzy.

Dlaczego tak się dzieje?  Po pierwsze dlatego, że ludzkie oko, a także  jego niepowtarzalna relacja z mózgiem i pozostałymi zmysłami sprawia, że każdy z nas widzi rzeczywistość inaczej. Po drugie, chociaż przyznajemy się do tego niechętnie, ulegamy różnym złudzeniom. Tylko z pozoru nieświadomie. Raczej udajemy, że  nieświadomie. Uderzmy się mocno w piersi (aż zadudni), a  przyznamy w duchu, że najchętniej ulegamy złudzeniom z własnej woli. Jakże chętnie i z jak wielką ulgą zwala się winę na jawną lub ukrytą perswazję. Jak błogo jest poddawać się uwodzicielskiej sile przekonywania autorytetów medialnych. Jak bezpieczny jest esprit de corps stada owiec (i baranów). Dlatego  nie przepadamy na ogół za pracochłonnym zdobywaniem i pogłębianiem wiedzy. Nie mamy dość cierpliwości, by obserwować i badać różne punkty widzenia i wyrabiać  sobie własne zdanie. Brakuje nam determinacji i odwagi, by otwarcie je wyrażać  i  bronić wbrew powszechnym sądom. Znacznie bardziej wolimy wyrażać powszechne oburzenie, powtarzać okrągłe opinie podsuwane przez schlebiające naszym instynktom media.  Łatwiej jest przecież oddawać się zbiorowym emocjom, zgadzać się i podzielać zdanie stadne niż  kwestionować, podważać albo bezstronnie i niezależnie wchodzić w konflikt ze stadem. Zamiast poświęcać czas na skrupulatne analizy wyciągamy  więc pochopne wnioski.  Wiemy za mało, więc mylimy skutek z przyczyną, cel ze środkiem  a intencje z konsekwencjami. Bierzemy część za całość (pars pro toto). Zajmujemy się tym, co rozumiemy. A resztę pomijamy, przemilczamy, ignorujemy i zapominamy.  Uff!

Innymi słowy, wbrew deklarowanemu dążeniu do gołych faktów,  wbrew tęsknocie za mityczną prawdą obiektywną nasze postrzeganie świata  zależy od tego, co zdołamy zauważyć i   zapamiętać.  Ale też i od tego,  co dobrowolnie przeoczymy.  Ci, którzy zgadzają się przeoczyć to samo łączą się we wspólnoty. Wzajemnie wspierające się w słuszności przeoczeń.  A losy świata zależą od tego, co przeoczy większość. Wobec takiej postawy człowieka, rzeczywistość nie ma wyjścia: musi rozwijać się na własną odpowiedzialność.  Potem, wcześniej czy później następuje na szczęście upływ czasu, który wygasza emocje a kontury minionych zdarzeń zacierają się w pamięci. Jeśli nas rozliczają, to beneficjenci kolejnych kadencji lub kolejne pokolenia, brnąc we własne złudzenia i przeoczenia. Ale tu i teraz, na co dzień zapamiętuje się to, co da się pojąć. I wierzy się w to, co zapamiętane. Dlatego na wypadek, gdyby ktoś dopatrzył się w tym tekście  motywów fallicznych, aluzji do pluskwy w zupie czy do hamburgerów na Golgocie to bardzo  proszę nie przeoczyć także aluzji do marketingu. Bo ten to dopiero wygląda inaczej niż nam się wydaje a nawet zupełnie inaczej niż jest.

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg