Drukuj
Odsłony: 1597

Współpasażer w pierwszej klasie pociągu Pendolino z Warszawy do Gdańska – elegancki, pełen energii pan w podeszłym wieku – przekonywał mnie z zapałem przez całą drogę, dwie i pół godziny, że chociaż na co dzień wydaje nam się, że kontrolujemy rzeczywistość, większość rzeczy dzieje się za naszymi plecami, bez naszej wiedzy i woli. W dodatku to, co się tam dzieje i na co nie mamy żadnego wpływu, wpływa na nasze życie…

Pomijam fakt, ciągnął Współpasażer, że nie mieliśmy wpływu na powstanie świata. Chociaż, jeśli nie do końca wiadomo, jak do niego doszło, to, kto wie, może jednak jakiś wpływ mieliśmy, a nawet nadal mamy. Zwłaszcza, że postrzegamy rzeczy innymi niż są w rzeczywistości. Z pewnością jednak bez naszego udziału zostaliśmy spłodzeni. Przynajmniej ja sobie nie przypominam, aby ktoś pytał mnie o zdanie. Przeciwnie, jako nastolatek zwracałem się do rodziców z pretensją, że się na świat nie prosiłem. W podobnym trybie, za moimi plecami, nadano mi imię. Nie wybieraliśmy też sobie rodziców, rodzeństwa ani krewnych. A dzisiaj to nawet zięcia czy synowej się nie wybiera. Poza tym, przez całe życie jesteśmy za plecami obmawiani, małpowani, za plecami ktoś się skrada, ktoś się chowa, spiskuje i knuje. Czyż nie? Siedzieliśmy naprzeciw siebie w otwartym wagonie lotniczym, pasażerów było niewielu, mimo to mój rozmówca rozejrzał się wokół podejrzliwie. Nie oponowałem, bo byłem ciekaw, do czego dojdzie.


Często żyjemy też w złudnym przekonaniu, że osobiście dokonaliśmy wyboru partnera życiowego lub partnerki. Tymczasem to nie my – to feromony. Albo czy triathloniści w wieku reprodukcyjnym zdają sobie sprawę z tego, że uporczywy wysiłek ogranicza funkcjonowanie jąder? Zresztą, nie trzeba trenować aż 20 godz. tygodniowo, aby przegrzać jądra i zaburzyć DNA plemników. Wystarczy prowadzić samochód tylko przez dwie i pół godziny  – przegrzanie o dwa stopnie – albo pracować przez 90 min na laptopie trzymanym na kolanach – przegrzanie o trzy stopnie. Inaczej mówiąc, my sobie biegamy, pływamy, jeździmy rowerem lub samochodem, a nawet pracujemy, a nasze plemniki giną.

A czy pan wie, przekonywał dalej Współpasażer, że za pokonanie trasy Olsztyn – Warszawa w czasie krótszym niż dwie godziny grozi panu surowa kara? Ominął pan dzielnie wszystkie radary i suszarki, zadowolony zajeżdża pan do domu, a tu za parę dni listonosz przynosi mandacik. Bo gdzieś tam na trasie, za pana plecami, ustawiono punkty pomiaru prędkości. I dlatego ja jeżdżę już tylko pociągami. Póki są, bo słyszałem, że w ostatnich dekadach zniknęło grubo ponad 24 tys. km linii kolejowych. Też za naszymi plecami…

Inny przykład, proszę pana  – marketing: kupuję, choć nie chcę. Za wszystkim czai się jakaś reklama  – ukryta, podprogowa, natywna, marketing szeptany, partyzancki, społeczny, aroma – i neuromarketing. Kto wie, kiedy do produktów zaczną za naszymi plecami dodawać feromony. No i na koniec nie sposób pominąć polityków. Każdy ma suflera za plecami. Taki Kukiz, trybun ludowy wkurzonych, nie pierwszy przecież w historii, jak zwykle dojrzewał do polityki w utajeniu, po cichu, za plecami, jak boczniak w garażu. Ale ktoś go tam przecież podlewał.

Co zatem robić? Nie odwracać się plecami do rzeczywistości, być czujnym, patrzeć wstecz, żeby wiedzieć, dokąd iść? Czy nie przejmować się tym, co dzieje się za plecami, robić swoje, przeć do przodu, nie oglądając się za siebie? Filozofowie i poeci są w tej kwestii podzieleni. Może trzeba i tak, i tak. Ale skąd wiadomo, kiedy jak? Starszy pan rozłożył bezradnie ręce.

Tymczasem pociąg spóźnił się ok. 10 min. Podobno z powodu remontu torów. Podróżnych przeproszono za niedogodności. Współpasażer pożegnał mnie znaczącym spojrzeniem i ruszył przed siebie. Na peronie przystawał raz po raz i oglądał się za siebie.

::

[Wybicie]

Co zatem robić? Nie odwracać się plecami do rzeczywistości, być czujnym, patrzeć wstecz, żeby wiedzieć, dokąd iść? Czy nie przejmować się tym, co dzieje się za plecami, robić swoje, przeć do przodu, nie oglądając się za siebie? Filozofowie i poeci są w tej kwestii podzieleni. Może trzeba i tak, i tak. Ale skąd wiadomo, kiedy jak?


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg