Drukuj
Odsłony: 1885

Zaczęło się na tarasie, w promieniach październikowego słońca. Ledwo grzało a mimo to do czerwoności rozpaliło liście dzikiego wina. Zapowiadała się ożywiona dyskusja.

I w rzeczy samej, nie rozmawiano tym razem o rekordowo wysokich temperaturach, letnich urlopach czy zagranicznych wojażach. Działo się zbyt wiele, by można było tracić czas na tematy błahe. Zanim słońce skryło się między brzozami a liście wina spurpurowiały, uczestnicy podwieczorku zdążyli nie tylko wymienić poglądy - jak zwykle, odmienne - ale także wdać się w zażarty spór na temat coming-out’u jednego księdza i surowej oceny innego, na temat uchodźców, emigrantów ekonomicznych, terrorystów, islamofobii, homofobii oraz  naiwnego lewactwa, na temat korelacji pomiędzy dostępnością pigułek poronnych „dzień po” a przywróceniem dostępności drożdżówek w bufetach szkolnych, na temat in vitro oraz krajowych i zagranicznych wpadek nowego prezydenta RP (ach! napisał na twitterze „żąd”, bez cudzysłowu, a potem się tłumaczył, że to była ironia) oraz na temat murowanych faworytów w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Aż miło było słuchać, jak bujnie kwitnie nasza polska kultura sporu.  Zresztą nie tylko na tarasie, w ogrodzie i na sąsiedniej posesji lecz w całej okolicy a nawet jak Polska długa i szeroka, nie mówiąc o gęsto rozsianych po świecie ośrodkach Polonii zagranicznej rozbrzmiewały tradycyjne akordy narodowych sporów: czy Polska w ruinie czy w rozkwicie; czy Powstanie Warszawskie to triumf polskości, czy zbędna hekatomba; a w Jedwabnem, czy Polacy to sprawcy czy ofiary; Wałęsa to Bolek czy bohater, a Kukliński bohater czy zdrajca; stan wojenny - mniejsze zło czy zbrodnia na narodzie; Okrągły Stół - początek wolności czy nowego zniewolenia, Smoleńsk - wypadek czy zamach…
    
Powiało chłodem. Gospodarz zaprosił gości do salonu. Nie przerywając dyskusji zasiedli w fotelach i na kanapie: pani Maria z lampką czerwonego wina, Mecenas z kieliszkiem sherry, student ze szklanką piwa, a gospodarz z ginem i tonikiem.

Pani Maria zżymała się na ustawę o uzgodnieniu płci.
    - Bo ta propozycja jest wbrew naturze - zaperzyła się.
    - Chodzi o to, żeby ustawa była logiczna i zgodna z prawem  - wyjaśnił Mecenas.
    - Wbrew pozorom - wtrącił Student - żyjemy wśród zjawisk niezgodnych z naturą i nielogicznych choć legalnych. Nie brakuje też zjawisk logicznych lecz nielegalnych, nie mówiąc o nielogicznych i nielegalnych. Bywają sytuacje, kiedy to wszystko występuje naraz.
    - A to ciekawe. Może pan podać przykład? – zainteresował się Mecenas.
    - Na przykład pan, panie mecenasie - odparł Student.
    - Jak to, ja? - zdziwił się Mecenas.
    - Tak, na przykład pan. Czy gdybym zdając u pana egzamin zaproponował panu, że jeśli poda pan przykład takiej sytuacji, to stawia mi pan pałę, a jeśli nie, to stawia pan piątkę - zgodziłby się pan na taka propozycję?
    - No tak, powiedzmy, że bym się zgodził. Proszę bardzo.  
     - Więc pan ma 60 lat, a pańska małżonka, której strzeże pan jak oka w głowie i która nigdy nie bywa na naszych podwieczorkach, ma lat 25 - co jest legalne ale niezbyt logiczne. Pańska żona ma kochanka, który ma 24 lata - co jest logiczne ale nielegalne. A pan, zamiast go wyrzucić za drzwi, stawia mu piątkę, co jest nielogiczne i w dodatku nielegalne.

Zapadło kłopotliwe milczenie.
Przerwał je po chwili jak zwykle niezawodny Gospodarz.
- Pański przykład to jedynie kolejny dowód, że logika jest tylko jedną z opcji.

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg