Drukuj
Odsłony: 2048

Fitness wellness & spa: Zgodzi się ze mną każdy, kto prowadził firmę, że ludźmi zarządza się równie trudno, jak finansami. A może nawet trudniej. Chociaż przecież, w gruncie rzeczy, ludzie są bardzo podobni do pieniędzy.

Po pierwsze, tak jak pieniądze, sa policzalni. Po drugie,i jedno i drugie jest niezbędne. I do ludzi i do pieniędzy można się przyzwyczaić, można ich pragnać, zdobywać, można się w nich zakochać. Pieniądze, podobnie jak ludzie, są nieprzewidywalne. Można się też przeliczyć. I można stracić – i jedno i drugie. Pieniądz p[ieniądzowi nierówny, podobnie jak człowiek. Pieniądze cieszą ale szczęścia nie dają. Ludzie czasem dają ale bywa też wręcz przeciwnie. Idźmy dalej: im więcej pieniędzy, tym lepiej. Ale nie przy inflacji. Z ludźmi tak samo: gdzie kucharek sześć... Pieniądze niby nie smierdzą. Ale bywają brudne. Z ludźmi podobnie. Pieniądz rodzi pieniądz, a ludzie ludzi. Ludzie to kapitał, czyli pieniądz.

Pewien znajomy prezes firmy poligraficznej musiał z powodów finansowych zredukować personel. Długo zastanawiał się, jaką przyjąć zasadę. Chciał, żeby była prosta, słuszna i sprawiedliwa. Wreszcie postanowił zwolnić po jednej osobie z każdego działu. W praktyce okazało się, że nie jest to wcale proste. W każdym dziale sytuacja była inna. Ludzie różnią się wiedzą, wiekiem, stażem, umiejętnościami, temperamentem, charakterem, potencjałem, przywiązaniem do firmy, sytuacją rodzinną, zdrowotną a nawet emocjonalną.

 

 
Weźmy taki dział produkcji. Serce firmy. Tu najlepiej nie zwalniać nikogo. To przecież od produkcji zależy, co wychodzi w świat. To właśnie produkcja jest racją bytu firmy. Ale słowo sie rzekło, kobyłka u płota, trzeba ciąć. Prezes miał do dwóch kandydatów do zwolnienia. Jeden, nieco po czterdziestce, pracował w firmie niemal od początku. Doświadczony, pracowity, sumienny, punktualny, niezawodny. Robił, co trzeba, zawsze solidnie, zawsze na czas. Ale prochu by nie wymyślił. Skromny, szanowany przez klientów, raczej lubiany, choć nie pijący. Ojciec rodziny, po pracy zawsze wracał do domu ale jak trzeba było zostać po godzinach, to zostawał.

Drugi kandydat był młodszy, po trzydziestce, samotny, z mniejszym doświadczeniem i krótszym stażem. Zdolny ale leń. Niezbyt sumienny, często zawalał terminy. Ale zabawowy, dusza towarzystwa, lubiany przez klientów i kolegów, lubiący wypić. I bardzo kreatywny. Miał prawdziwy dar przekonywania i załatwiania spraw pozornie nie do załatwienia. Wiele razy wyciągał firmę, a nawet samego prezesa, z poważnych tarapatów. Trudne zamówienie, konfliktowy klient, bląd w kosztorysie, wyzwanie przetargowe, dodruk czy przedruk z powodu jakiegoś feleru w całym nakładzie, konflikt z drogówką, brakujące zaświadczenie, a nawet urząd skarbowy. W takich kryzysowych sytuacjach był niezastąpiony i nigdy nie żałował czasu ani wysiłku dla fimy.
 
Obaj pracownicy działu produkcji świetnie się uzupełniali. Trudno było zrezygnowac z któregokolwiek z nich. Ale redukcja to redukcja. Z mniejszym lub większym powodzeniem przeprowadzono ją już we wszystkich pozostałych działach. Cała firma czekała na decyzję, kto z produkcji poleci. Toczono dyskusje i spory, robiono zakłady. A prezes wciąż ważył kryteria, porównywał argumenty za i przeciw. I nie potrafił sie zdecydować.
Tak zeszło mu do Bożego Narodzenia. Czas to pieniądz, ludzie to pieniądze. Dłużej nie można było czekać. Toteż tuż po firmowym opłatku podszedł do jednego z dwóch kandydatów do zwolnienia i powiedział:
 
- Przykro mi, ale to musisz być ty.
- Dlaczego ja? - zapytał zaskoczony nieszczęśnik.
- Bo ty sobie dasz radę.

Którego z nich wybrał? Czy tylko dlatego, że jego zdaniem da sobie radę? Czy prezes postąpił sprawiedliwie i słusznie? Czy tylko słusznie? Czy nazajutrz rano przy goleniu patrzył na siebie z zadowoleniem, niepewnie czy ze wstydem?
 
 
Człowiek zasobem ludzkim, cykl do Fitness wellness & spa