Drukuj
Odsłony: 1245

Po Trzech Królach cichnie kolęda. Nie tylko ta śpiewana nieporadnie, po amatorsku za rodzinnym stołem. Ale i ta, co rozbrzmiewa coraz wcześniej, częściej, głośniej, profesjonalnie choć niecharyzmatycznie w supermarketach: po angielsku i z płyt. Po Trzech Królach Pan Jezus już nie jest taki malusieńki. Jeśli zaś chodzi o nas, to po Trzech Królach jeszcze przez chwilę, do końca stycznia – wciąż mamy więcej za sobą niż przed sobą. Czas nas minął, przeszedł na nasza stronę i czeka na wykorzystanie. Niektórzy próbują ten błogostan przeciągnąć na całe pierwsze półrocze, do czerwca. Ja nie mogę, bo w czerwcu mam urodziny.

Tymczasem daleko za nami zostały zeszłoroczne śniegi, a wraz z nimi wszystkie nasze ważne sprawy: spotkania, dokonania, porachunki i długi. Za nami rozlane mleko i lustracyjne opary. Poszły w zapomnienie emocje podczas przeglądania spisu tajnych agentów wymieszanych z pokrzywdzonymi poszukiwaniu nazwisk własnych, krewnych i znajomych, osób znanych i o nazwiskach zbieżnych. Kto mógł i chciał, ten załatwił sobie status pokrzywdzonego. A kto nie mógł albo nie chciał, albo nie mógł, a mówił, ze nie chce – to sobie nie załatwił. I jedni i drudzy poszli w niepamięć. Podobnie jak małe i duże kłamstwa, półprawdy i nierozwikłane zagadki. Kogo – oprócz ich samych i ich bliskich – obchodzą dziś niesławnej pamięci Ojciec H. lub niejasnej przeszłości Józef O.? A Profesor G-K? Kto zapłacze nad losem oskarżonej a nie oczyszczonej Małgorzaty N.? Poszły w zapomnienie zapłacone i zaległe rachunki krzywd dowiedzionych, rzeczywistych, urojonych i nigdy nie wynagrodzonych krzywd medialnych. Stygnie gniew, łagodnieje ból, czas bliźni rany. Skazani – znany producent filmowy L.R, byli prezesi, ministrowie i sekretarze – odsiadują kary za przedawnione winy. Kogo dziś - oprócz nielicznych oskarżonych lub pomówionych - obchodzą niewymierzone kary za jakieś tam nieuprawnione dopiski (‘lub czasopism”)? A jakie ma dziś znaczenie, czy rzeczywiście istniała kiedyś jakaś grupa trzymająca władzę, czy też tak się L.R. tylko powiedziało, bo ładnie brzmiało? Bledną cienie obmowy i skazy na opinii niedoszłych dyplomatów, wysokich urzędników państwowych, prezesów oraz instalatorów wanien jacuzzi. Jak to dobrze, że przedawnieniu ulegają na równi: i krzywdy, i winy, i nie wymierzone kary. Dzięki temu sumienie wydaje się nieco lżejsze. Płytsze wydają się upokorzenia, a uniesienia mniej uzasadnione. Cichną w oddali jęki zawodu i echa owacji, bledną sukcesy wygranych przetargów. Medale wpadają za szafę, idą razem do lamusa ślubne bukiety, sekretne liściki, dowody zdrady i skandale. Nikt nie chce dziś wspominać wysiłku włożonego na darmo w przedsięwzięcia, które zakończyły się porażką czy klęską. Po co rozpamiętywać płonne nadzieje? Odżałowaliśmy mleczne zęby, zbite szklanki, osierocone skarpetki i rękawiczki. Zeszłoroczne wybory nie ekscytują nas już tak bardzo: słuszne cieszą trochę mniej, a błędne oceniamy łagodniej. Z płomiennych, porywających przemówień zostało najwyżej kilka zręcznych cytatów i parę efektownych lapsusów. Wszystko, co za nami – i to dobre i to złe – przenosi się ze zbioru ‘tu i teraz’ do zbioru ‘ tam i kiedyś’. I od razu staje się mniej ważne. Choć przecież wcale nie ma tego ani mniej ani więcej. Tyle, że z dalszej perspektywy gorzej widać: ważne miesza się z nieważnym, dobre ze złym, skrzywdzeni z krzywdzicielami, itd. Tak czy owak, najważniejsze jest to, że nie ma powodu, żeby żałować utraconego czasu, bo czas za nami jest zamknięty. Teraz cały czas jest po naszej stronie: mamy go przed sobą. Czas leży przed nami jak nowa, dziewicza, nietknięta ludzką stopą droga. Tu i teraz prosta, jasna, szeroka, przestronna, wygodna. Im dalej, tym staje się węższa, bardziej kręta i mniej wyraźna. A na linii horyzontu zamienia się w malutki punkt. Chociaż z drugiej strony, kiedy odwrócimy się za siebie, to droga przebyta i to wszystko, co zostawiliśmy za sobą, także zbiega się w jeden mały punkcik na linii horyzontu.

Skoro tak, to życzmy sobie Szczęśliwego Tu i Teraz. Bo im więcej mamy czasu, tym więcej go stracimy.

--------------------------------------------- *Z inspiracji rysunkiem Janusza Kapusty

Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg