Drukuj
Odsłony: 1278

Idąc Nowym Światem wpadłem na  Dobrego Znajomego, z którym już dawno się nie widzieliśmy. Niespodziewane spotkanie bardzo nas obu uradowało. Chcieliśmy od razu usiąść w pierwszym kawiarnianym ogródku, ale okazało się , że na ogródek jest jeszcze za wcześnie. ‘Nawet na mieście pachnie już pierwszą otwartą skibą soczystej ziemi’, zauważył D.Z.,  ‘Na widok pierwszego źdźbła trawy idą w zapomnienie zimowe lęki, niedole i swary. Myśl  motylem cytrynkiem wzlatuje ku majowi. Za chwilę wybuchnie zieleń – i długi majowy łikend’ dodał  radośnie.


I znowu, na szczęście dla tych wszystkich, którzy  uzależnieni są od nawyków medialnych i obyczajów nabywczych, sklepy będą zamknięte, nie wyjdą  gazety, czyli świat zastygnie na moment i nie zadzieje się nic.


Będzie więc znów krótka okazja do refleksji nad własną tożsamością, której nie wspiera akurat żadna marka czytanego periodyku, pitej kawy, herbaty, nabywanej koszuli czy butów. Można będzie po prostu być sobą. Może odwiedzi nas  Rodzina. Może posłuchamy radia. Może nawet obejrzymy sobie coś w telewizji.  


Jeśli odwiedzi nas Rodzina, to o polityce nie ma mowy. Wiadomo, że siekiery miałyby zbyt wiele powodów, żeby nad stołem fruwać. Jeden szwagier jest za  PIS, drugi za LPR. Żony także samo. A dzieci wręcz odwrotnie: za PO. Kuzyn, który przyjechał  z prowincji, przywiózł wraz z  wyśmienitą swojską kiełbasą niepokojącą aurę Samoobrony. Wujek, ojciec Kuzyna,  stary peezelowiec, ponoć już od jesieni  nie odzywa się do żony z powodu diametralnej odmienności poglądów politycznych. Toteż rozmowa od razu zejdzie z pewnością na perską kotkę szwagra-przedsiębiorcy. Kotka bowiem wlazła mu pod maskę samochodu, a kiedy szwagier włączył silnik,  wkręciła się w pasek klinowy i silnik stanął. Szwagier wezwał pomoc drogową. Pomoc  stwierdziła obecność kociego ogona w silniku oraz brak reszty kota. Szwagier odnalazł ją dopiero wieczorem, po powrocie do domu. Z opatrunkiem na kikucie ogona leżała na kanapie, w objęciach zapłakanej Pani Domu.


Drugi szwagier, lekarz, z wyraźnym poczuciem winy zainspirowany tym przypadkiem wyjaśnił, że lekarze Podkarpacia, którzy nie przyjmowali pacjentów  wcale nie złamali przysięgi Hipokratesa, bo nie strajkowali lecz protestowali. I  właściwie nie tyle nie przyjmowali pacjentów, ile wzięli sobie gremialnie przysługujący im ustawo dzień urlopu. Jego z żona, też lekarz, słucha Radia Maryja i  nie przyjmuje zaproszeń na rodzinne spotkania z powodów politycznych, bo uważa, że rodzina szwagra-przedsiębiorcy to liberałowie ( dawniej: prywaciarze).’


‘Kiedy Rodzina już sobie pójdzie, to ja słucham radia’, wyznał DZ. ‘W taki dzień, kiedy nic się właściwie nie dzieje, dziennikarze nie tylko leją wodę ale wręcz opowiadają  o laniu wody. I zapraszają różnych dziwnych i ciekawych, czasem wręcz alternatywnych rozmówców, jak na przykład Jacek Bożek, założycieli i prezes Fundacji Gaja.’ Jacek Bożek to ten działacz pozarządowy, z którego organizacją niektóre szkoły odmówiły współpracy, gdyż szerzy rzekomo poglądy niezgodne z wartościami chrześcijańskimi. Bożek jest   wegetarianinem i zdaniem dyrektorów niektórych szkół krytykuje katolików za to, że podczas rytuałów religijnych pozbawiają karpie życia.
Jacek Bożyk opowiadał ostatnio w radiu TOKFM jak nawiązuje kontakt wzrokowy z kurą, której jajka kupuje od chłopa. O chłopie nic nie mówił, ani o jego babie, tylko mówił o tym , jak szuka wzroku kury, której jajkami się żywi, i patrzy na nią, w poszukiwaniu kontaktu.’ W końcu to ważne, czyje jajka człowiek zjada.’ dodaje przekonującym tonem.   

Nie wiemy jak rozwinął się ten kontakt ani też jakie więzi zdołał nawiązać Jacek..
Tak czy owak opowieść ta zakrawa mi  na  promocję kolejnej wizyty w Polsce Kotlera, ojca marketingu więzi, który będzie usiłował swoją teorię marketingu więzi dementować.





Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg