Drukuj
Odsłony: 2403

Dyktat szybkich i krótkich doznań sprawia, że nie ma czasu na refleksję ani, tym bardziej,  dokładność czy  weryfikację. Jeszcze wczoraj ekscytowaliśmy się wynikami badań czytelnictwa, a nazajutrz media już nas  resetują na austriacką amnezję, donosząc, że co drugi Austriak uważa, że rządy Hitlera miały dobre strony. Jutro mecz a pojutrze Mama Madzi.  Na szczęście są miesięczniki.

Pisałem niedawno na zamówienie artykuł na temat źródeł informacji, z których korzystają polscy przedsiębiorcy, zerkając raz po raz do wyników  badań zamieszczonych w Sieci, kiedy w serwisie radiowym usłyszałem  o wynikach tegorocznego badania czytelnictwa. 

Jak wiadomo, słuchanie radia podczas pisania nie wymaga zbytniej koncentracji uwagi. Nawet w radiu formatu talk only większość tekstu słyszymy ale koncentrujemy  się, i to na krótko,  na tym, co nas zainteresowało. Nie ma dziś pisania bez surfowania, któremu, podobnie jak słyszeniu radia, zupełnie nie przeszkadza rzucanie okiem na skaczące po ekranie telewizora obrazki z TVN24, podobnie jak wiadomości z ostatniej chwili przesuwające się na pasku. Każdy z nas oddając się w ten sposób krótkotrwałej sekwencyjnej koncentracji uwagi  potrafi  wydłużyć sobie dobę do 40 godzin.

Książki tak czytać się nie da. I może dlatego  Polacy nie czytają. Z badań (BN/TNS) wynika, że w ubiegłym roku 60,8% z nich nie miało kontaktu z książką.  Wśród pozostałych mniej niż 30% przeczytało  książek  6,  czyli średnio jedną na dwa miesiące. Łaskawość badaczy była tak wielka, że w tej kategorii uwzględniono nawet  albumy, encyklopedie i słowniki. W przyszłym roku proponuję  przyjąć także kryterium „kontakt z papierem”. Wyniki mogą być nieco lepsze. Chociaż, sam nie wiem.


Jak donosił kiedyś Newsweek, człowiek średniowiecza w ciągu całego życia przyswajał  tyle informacji  ile mieści się dzisiaj w jednym wydaniu tego tygodnika. Szczęśliwiec!

Wygląda na to, że nasza umiejętność koncentracji zawróciła do poziomu dziecka. W towarzystwie mojego pięcioletniego wnuka Stasia zwiedzałem niedawno w Galerii Zachęta wystawę prac Juliana Antonisza, nieżyjącego już artysty plastyka, twórcy eksperymentalnych filmów animowanych, kompozytora i nieco szalonego wynalazcy. Staś przemknął przez wszystkie sale wystawowe jak burza (włącznie z wyłożoną czerwono-pomarańczowymi tkaninami salą pt. Macica  innego artysty). Zatrzymał się na krótko przy eksponacie zatytułowanym Światło gasi światło, gdzie żarówka przepalała sznurek, na którym wisiał młotek, który rozbijał żarówkę. A najbardziej spodobały się Stasiowi  jego wielokrotne odbicia w wyłożonej lustrami szatni. (Liczyłem na fascynujący ożaglowany wózeczek na trzech kółkach, który jeżdżąc po białym okręgu dzięki pracującym na jego krawędzi elektrycznym wiatraczkom, ciągnął za sobą rysik z atramentem  i kreślił różne zawijasy. Ale Pani Strażniczka powiedziała, że on w weekendy nie rysuje).

Tymczasem w radiowym poranku Jacka Żakowskiego, oprócz  stałych gości  Donald Tusk.  Krótkotrwale nastawiłem  ucha. Dziennikarze pytali między innymi, co premier ostatnio czytał. Czytał Dziennik Jerzego Pilcha i Pierścienie Saturna Sebalda. W artykule o przedsiębiorcach i źródłach informacji, nad którym wciąż  pracowałem, napisałem więc,  że akurat ten szef dość dużego przedsiębiorstwa książki jednak czyta.

Zajrzałem do Internetu, żeby sprawdzić,  jak ma na imię Sebald.  Większość źródeł podaje same inicjały „W.G.”  Wpisałem więc  „W.G.”*  Jednak  usłużna autokorekta, która pomaga nam zyskać na czasie i wydłużać  dobę (i od lat zmienia moje nazwisko na „Staniej”  a  w tym felietonie z uporem maniaka zamienia  talk only na talk Orly)  nie tylko napisała inicjały z małych liter, ale w dodatku, za podszeptem jakiegoś chochlika - cenzora, zjadła mi  „pierś”. Wyszło zatem, że Tusk czyta  Cienie Saturna wg Sebalda. Więc pewnie jakiś bryk.  Jednak mało  kto ma dziś czas na książki.
 
 
----------------------
*Dopiero potem doczytałem, że Winfried Georg Sebald, wybitny prozaik niemiecki XX w.,  podpisywał się inicjałami, ponieważ swoje imiona uważał za nazistowskie. Ale dopisków drobnym drukiem to oprócz autora nikt już chyba nie czyta.
 
 
Brief
Kwiecień 2013
Gwoździem w mózg
Leszek Stafiej 


Leszek Stafiej - Brief - Gwoździem w mózg